Doskonałe widowisko bez happy endu

W wyjazdowym meczu 16. serii PGNiG Superligi przegrywamy z Azotami-Puławy 28:30 (17:14).

Spotkanie w Puławach rozpoczęło się od niezwykle mocnego uderzenia Gwardzistów. W 7. minucie gry, kiedy to Michał Lemaniak pewnie wykorzystał rzut karny, na tablicy świetlnej widniał wynik 4:0 dla gangu Kuptela. Ten świetny początek był zasługą wysokiej skuteczności, ale i doskonałej dyspozycji Adama Malchera, który – dla przykładu – kilkadziesiąt sekund wcześniej popisał się podwójną interwencją przy egzekucji ,,siódemki” przez Andrija Akimenko. Następnie reprezentant Ukrainy zdobył pierwszą bramkę dla gospodarzy, a na parkiecie, wraz ze wzrastającym tempem, rozpoczęła się wymiana ciosów. Problemy ze strony puławian zaczął sprawiać nam Michał Jurecki, Mateusza Zembrzyckiego z kolei pokonywali Wiktor Kawka czy Paweł Kowalski, który pojawił się na parkiecie chwilę wcześniej. Podopieczni Larsa Walthera sukcesywnie starali się zmniejszać straty również za sprawą bezbłędnego w tej fazie spotkania Antoniego Łangowskiego, ale odpowiedzi Michała Milewskiego ze skrzydła, efektowne wejścia Mateusza Morawskiego czy rzuty z dystansu Przemysława Zadury pozwalały nam ponownie odskakiwać, dzięki czemu w 19. minucie spotkania zrobiło się już 12:6 dla Gwardii. Jeżeli jednak ktokolwiek pomyślał, że przy tak dużej przewadze gra się uspokoi, zawodnicy obu ekip momentalnie wyprowadzili go z błędu. Idealnym zobrazowaniem sytuacji boiskowej powinien być moment, w którym najpierw Michał Milewski ze skrzydła wykorzystał piękne zagranie Kawki, po czym ujrzał czerwoną kartkę za faul na Akimence. Tuż po tym z kolei „Jogi” obronił rzut karny wykonywany przez Piotra Jarosiewicza, by za chwilę wyciągać piłkę z siatki po rzucie Vadima Bogdanova przez całe boisko. Dobra końcówka puławian zapewniła im jednak lepszą niż dotychczas sytuację wyjściową na drugą połowę, gdyż ekipy zeszły na przerwę przy wyniku 14:17.

Rozpędzone Azoty ani myślały ponownie oddać nam inicjatywę w drugiej połowie, rozpoczynając ją bramką Bartosza Kowalczyka. Jak się okazało – był to dopiero początek popisów rozgrywającego z Puław w tej części spotkania, gdyż w dużej mierze dzięki niemu gospodarze z minuty na minutę byli coraz bliżej całkowitego odrobienia strat. Na skuteczne ataki puławian udało nam się odpowiadać aż do okolicy 50. minuty, a sama przewaga, choć pozostawała już dwubramkowa, nadal dawała na dzieje na wywiezienie punktów z trudnego terenu. Niestety, po bramce Mateusza Jankowskiego na 24:26 zaczęło dziać się w tym meczu wszystko, czego chcielibyśmy uniknąć. Dawydzik, Akimenko – remis. Ponownie Dawydzik, Gumiński i… 28:26. Puławianie wyszli więc na prowadzenie po raz pierwszy tego wieczoru, ale tej zaliczki nie roztrwonili już aż do końcowej syreny. Defensywa rywali pozwoliła jeszcze zaledwie na zwiększenie indywidualnego dorobku „Zarzyka” i „Lemana”, ale w obliczu kolejnych trafień Przybylskiego i niezwykle skutecznego Kowalczyka, nie wystarczyło to do zdobycia jakichkolwiek punktów.

Przegraliśmy wygrany mecz. – przyznał w wywiadzie chwilę po zakończeniu dzisiejszego starcia Adam Malcher. I choć trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić, trzeba docenić postawę Gwardzistów, bowiem nasi zawodnicy wyraźnie przyczynili się do stworzenia w Puławach doskonałego widowiska. Widowiska, które tym razem zakończyło się bolesną porażką.

Gwardia:

Malcher, Balcerek – Lemaniak 7, Milewski 2, Fabianowicz, Stefani, Działakiewicz 2, Morawski 2, Kawka 4, Kowalski 2, Zadura 2, Zarzycki 2, Jankowski 4, Klimków 1.

Azoty-Puławy:

Zembrzycki, Bogdanov 1, Borucki – Velkavrh, Łangowski 3, Kowalczyk 5, Jurecki 3, Szyba, Podsiadło, Przybylski 3, Akimenko 5, Seroka, Gumiński 4, Dawydzik 2, Rogulski 3, Jarosiewicz 1.

Fot. Materiały Azoty  Puławy

Skomentuj