Jędrzej Zieniewicz: Jesteśmy przyjaciółmi, ale na boisku będziemy się bić! [WYWIAD]

13 May 2021 |

Zdążyłeś się już stęsknić za Opolem?

Zdążyłeś się już stęsknić za Opolem?

Pewnie! I mega się cieszę z tego wyjazdu, bo bardzo lubię to miasto – głównie ze względu na mnogość opcji spędzania wolnego czasu. Tęsknię za wypadami na Bolko czy Stawek Barlickiego… i za burgerami z Hamburga! Widziałem, że teraz współpracujecie. Szkoda, że dopiero jak odszedłem. (śmiech).

Polubiłeś chyba wszystkie dotychczasowe publikacje na ten temat w naszych social mediach…

Mogło tak być. Mam nadzieję, że załapię się na poczęstunek po meczu, gdy przyjdę do szatni Gwardzistów. (śmiech). A jeśli nie, to na pewno nadrobię w weekend, bo zamierzam skorzystać z zaproszenia chłopaków i zostać w Opolu chwilę dłużej.

Właśnie zamierzałem pytać, w jakim stopniu utrzymał się wasz kontakt, bo – z tego, co wiem – nie wracasz tutaj po raz pierwszy od czasu zmiany barw klubowych.

Oczywiście, że nie. Mam stały, bardzo dobry kontakt z większością i aż nie chcę wymieniać konkretnie, żeby nikogo nie pominąć… Byłem całkiem niedawno w Opolu na urodzinach „Kawy” i nawet nie odczułem, żeby moje relacje z chłopakami uległy zmianie. To cieszy i fajnie, że znowu będzie okazja się spotkać, bo za nimi też się stęskniłem! Dopisz to proszę, żeby nie było, że tylko za miastem. (śmiech).

A jak Ci się żyje w Kwidzynie?

Teraz, gdy pogoda zaczęła dopisywać, na pewno dużo przyjemniej niż w zimę. W okolicy jest sporo pięknych terenów, które warto zobaczyć i staram się to robić.

I blisko nad morze…

Zgadza się. A że świat jest mały – nawet w Gdyni, przy Darze Młodzieży, można przypadkiem trafić na znajome twarze z Opola. Zamiast wygrać na loterii, musieliśmy się spotkać. (śmiech).

Potwierdzam! Wtedy zresztą też rozmawialiśmy głównie o Gwardii, mimo że obaj byliśmy poza klubem.

Stare, dobre czasy zawsze warto powspominać! W każdym razie – wypady nad morze to nasz częsty kierunek w dni wolne od treningów. Można zobaczyć coś nowego, zjeść w innym miejscu… odchamić się – krótko mówiąc!

Rozmawiałeś o naszej drużynie zapewne również przed bezpośrednim starciem w pierwszej rundzie, które zakończyło się Waszym zwycięstwem w rzutach karnych. Pomagałeś Trenerowi Jaszce i zawodnikom w analizie?

Nie będę udawał, że nie. Sporo zagrywek, zarówno w teorii, jak i w praktyce, było dla mnie w tamtym czasie jeszcze świeżą sprawą, więc nie miałem z tym większego problemu. Przede wszystkim jednak – znam wszystkich osobiście. Wiem, jak wykorzystać słabsze strony poszczególnych zawodników Gwardii, ale i nie jest dla mnie tajemnicą, na co szczególnie trzeba w ich przypadku uważać. Pamiętałem, co sprawiało nam problem, gdy grałem w Waszych barwach i namawiałem chłopaków, żebyśmy właśnie w taki sposób poruszali się po boisku. Biorąc pod uwagę wynik końcowy, chyba trochę pomogłem! (śmiech).

Tamten mecz okazał się szczególnie ważny nie tylko dla Ciebie, ale i dla całego MMTS-u. Po bardzo słabym początku sezonu i zaledwie jednym zwycięstwie, pokonując Gwardię w 10. serii, ruszyliście jak burza.

Takie zwycięstwo było nam wtedy bardzo potrzebne, co zresztą było widać w kolejnych spotkaniach. Byliśmy w sporym kryzysie, a Gwardia praktycznie wszystko wygrywała. Pamiętam, jak chłopaki mówili przed meczem, że nas mocno rozpracowali. Odpowiedziałem, że przekonamy się, kto kogo lepiej. (śmiech).

Co jeszcze pamiętasz z tamtego meczu?

Doskonale pamiętam moment, gdy wyszli na trzy- lub czterobramkowe prowadzenie. Myślałem wtedy tylko o tym, żeby to nie był nasz koniec, żeby ta przewaga się nie zwiększyła. Wtedy właśnie, w dość krótkim czasie, doprowadziliśmy do remisu i sytuacja zmieniła się diametralnie.

Sporo emocji wzbudziła też końcówka spotkania…

„Jogi” wybronił remis w ostatnich sekundach! A potem rzuty karne, w których pomylili się „Zarzyk” i „Mały”. Wiedziałem, że my mamy dobrych wykonawców „siódemek”, więc byłem spokojny o wynik, ale nie stawiałbym, że to akurat oni nie wykorzystają karnych. Lekkie zaskoczenie. Na szczęście wpuścili mnie potem do szatni i mogliśmy na spokojnie pozbijać piątki!

Zaskakujący jest również fakt, że po imponującej serii zwycięstw od zapunktowania w meczu z Gwardią, wpadliście w kolejny dołek. Do dziś od tamtego momentu pokonaliście tylko Mielec i Tarnów.

Płacimy sporą cenę za nieudane końcówki, proste błędy i brak chłodnej głowy. Była szansa na zwycięstwo z Zabrzem, Głogowem czy Szczecinem… Ale to już historia i nie ma sensu tego rozpamiętywać. Patrząc jednak na to, że Chrobry i Pogoń mogą nadal walczyć o 5. miejsce w tabeli na koniec sezonu, pozostaje spory niedosyt, bo to drużyny zdecydowanie w naszym zasięgu.

Niedosyt możesz odczuwać również po ostatnich „Derbach Pomorza”…

Oj, zdecydowanie. Derby to derby, chcieliśmy za wszelką cenę je wygrać i zrewanżować się za porażkę w pierwszej rundzie. Nie układał się ten mecz po naszej myśli, kilka detali zadecydowało o takim wyniku. Wygrali jedną i Pomorze jest ich. Szkoda, ale zachowujemy spokój i spróbujemy zrehabilitować się w Opolu.

A jaki, póki co, jest ten sezon dla Ciebie? 48 bramek i 45 asyst sugeruje, że całkiem niezły, ale – znając Ciebie – pewnie nie do końca się z tym zgodzisz.

Nawet nie wiedziałem, ile dokładnie! W każdym razie – biorąc pod uwagę fakt, że mam rolę zmiennika, te liczby są nie najgorsze, ale życzyłbym sobie zdecydowanie większych. Patrzę w tabelę i widzę, że mogłem bardziej pomóc drużynie. Na pewno może cieszyć, iż rzadziej już gram „w kratkę”, staję się coraz bardziej świadomym zawodnikiem. W pierwszym sezonie w Opolu dużo zyskiwałem na byciu nowym. Rywale mogli nie wiedzieć, czego się po mnie spodziewać. W drugim było już ciężej, a bardzo dobre mecze przeplatałem ze słabymi. Teraz staram się jak najwięcej myśleć, żeby nie schodzić poniżej pewnego poziomu.

W Stegu Arenie niejednokrotnie sprawiałeś problemy przeciwnikom i pozbawiałeś ich punktów. Teraz po raz pierwszy to Ty przyjedziesz tu jako rywal Gwardii.

I zrobię wszystko, żeby sprawić problemy przeciwnikom! (śmiech). Wiem jednak, że nie będzie to łatwe, bo trener Kuptel zna mnie doskonale i może to skutecznie wykorzystać. Nie wspomnę już o „Jogim”, który pewnie będzie wiedział, gdzie oddam rzut, zanim zdążę to zrobić. (śmiech). Mimo wszystko, będziemy się starać sprawić niespodziankę. Nam bardzo dobrze gra się z walczącymi drużynami, to nas nakręca, a Gwardia do takich właśnie ekip należy.

Na które bezpośrednie starcia czekasz najbardziej?

Wiadomo, że z Jasiem. Największa satysfakcja!

A kogo wolałbyś uniknąć?

Jeśli miałbym wybrać, to chyba „Zadry”. Kontakt z Przemkiem nie należy do najprzyjemniejszych, łagodnie mówiąc. (śmiech). Najgorzej, jak już Cię złapie tą jedną ręką, bo bardzo ciężko się wydostać! Mimo wszystko nie mogę się doczekać pojedynków ze wszystkimi Gwardzistami i myślę, że wpłynie to pozytywnie na poziom widowiska.

„Jankes” też z pewnością odpowiednio szykuje się na przyjazd dawnego kumpla z pokoju!

… i sąsiada! Mieliśmy zawsze bardzo dobry kontakt, więc można powiedzieć, że mimo mojego młodego wieku, z Kapitanem miałem „połapane”. Wątpię jednak, żeby w piątek, od 19:15, nadal o tym pamiętał. (śmiech).

Paradoksalnie tym razem może Cię cieszyć również brak opolskich kibiców na trybunach.

Mam w pamięci pełną halę, która niosła nas do zwycięstwa w trudnych momentach, więc tak, z perspektywy „gościa” może mnie to cieszyć. Do dziś jednak mam kontakt z kibicami z Opola i te relacje nie są mi obojętne. Pod tym względem na pewno żałuję, że ich zabraknie.

Jakiego meczu się spodziewasz?

Zaciętego i wyrównanego. Dużo ciężej jest mi powiedzieć więcej na ten moment, bo sporo się w Waszej grze pozmieniało. Oglądam oczywiście wszystkie mecze i obserwuję na bieżąco, ale pojawiają się kolejne elementy zaskoczenia. Ostatnio na przykład odpalił „Fabio”, a „Kawa”, „Zarzyk” i „Działo” oddają tyle rzutów, że trudno przewidzieć, ile z tego wpadnie.

Czyli nie podejmiesz się wytypowania wyniku i najskuteczniejszych zawodników?

Spróbujmy… 28:26 dla nas, a ja zdobędę 28. bramkę! Jeśli chodzi o Gwardię – stawiam na „Lemana”, bo nie dość, że jest w gazie, to wykazuje się przy tym mega skutecznością.

Rozgadałeś się, odkąd ostatnio rozmawialiśmy „służbowo”. Polubiłeś wywiady?

Nadal ich nie lubię! Po prostu teraz nikt mnie nimi nie męczy. (śmiech). Doświadczenie wypracowaliśmy, ale zdecydowanie pasuje mi spokój od takich obowiązków.

Teraz już tylko miła wymiana zdań i kilka uścisków dłoni przed meczem, a potem – walka o cenne, ligowe punkty po dwóch stronach barykady…

Tak jest. To nasza praca i będziemy musieli porzucić wszelkie sentymenty. Jesteśmy przyjaciółmi, ale na boisku będziemy się bić do upadłego! (śmiech).

rozmawiał: Mateusz Gajdas